czwartek, 22 maja 2014

Tracę ciepło - Łukasz Orbitowski (recenzja)

Tracę ciepło to historia o przyjaźni. Kuba i Konrad, uczniowie jednej z podstawówek na krakowskim Kazimierzu, z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego. Stoją po dwóch stronach barykady. Kuba jest szkolną ofiarą. Wrażliwy, spokojny, jest celem docinków i żartów, które rzadko bywają przyjemne. A Konrad... jednym z jego prześladowców. Lecz gdy okazuje się, że tych dwoje obdarzonych jest darem i mogą widzieć jeziora, będące czymś na kształt innego świata, do którego trafiają zmarli, losy Kuby i Konrada nierozerwalnie zostają połączone. Chłopcy wkraczają w świat magii, który jednak tylko pozornie jest czymś ciekawym, odskocznią od szarej codzienności i przygodą życia.

“Postawiłem kubek z kawą na parapecie i gapiłem się w wodę jeziora. Z tafli, ciągnącej się po horyzont, sterczały wierzchołki bloków. Pod wodą frunął ptak. Ot, życie, wróciły. Zawsze wiedziałem, że wrócą”.

Tracę ciepło można podzielić na dwie części - obyczajową i fantastyczną z elementami grozy. Każda jest inna, ale razem tworzą pełną całość i uzupełniają się znakomicie.
Część obyczajowa znakomicie oddaje klimat “roku zero”. Pierwszego lata wolności i wielkich zmian. Bo to one są tłem tej pięknej, ale też smutnej historii. Chłopca, który odtrącony przez rówieśników i nierozumiany przez ojca, żyje sam. Kuba ma tylko swoją muzykę, samotne spacery po Krakowie i zeszyt pełen wierszy. Do tego dochodzi znienawidzona szkoła, obowiązkowe mundurki i sprawa morderstwa woźnego, a wszystko tak sprawnie opisane, że czujemy się jak byśmy tam byli. Orbitowski doskonale przedstawił problem przemocy w szkole i niezrozumienia, przechodzącego w agresję skierowaną przeciwko tym “innym”. Historia Kuby jest uniwersalna i mogłaby się wydarzyć również dziś, i pewnie ma często miejsce. Tuż obok nas.
W części drugiej przyjaciele są już dorośli. Stają w obliczu czegoś, co wydawało się dawno mają za sobą. To jeziora upominają się o swoje. 
Moim zdaniem część ta wypada trochę słabiej. Ale to nie znaczy, że Orbitowski z fantastyką radzi sobie gorzej. Nieposkromiona wyobraźnia autora, świetny styl i poczucie humoru sprawiają, że również czyta się to dobrze. Nie wiem, może po prostu wolę, gdy pisze o życiu. Snuje swoje opowieści o ludziach i zdarzeniach prawdziwych. Bo w tym Orbitowski jest mistrzem.

“Zaciągnęli mnie na półpiętro. Po schodach spadał mój majdan. Trzaskały pudełka kaset, ołówki potoczyły się pod drzwi wejściowe. Mógłbym jednym zaatakować Grelę: na przykład podrywam się i precyzyjnie umieszczam ołówek w mętnym oku. Słyszę trzask jak przy pękaniu jajka. Grela stoi oszołomiony. Wyciąga ołówek szybkim ruchem i patrzy na własne oko. Wybucha płaczem, uświadomiwszy sobie nieodwracalność straty”.

Książka Łukasza Orbitowskiego zachwyca. Wciąga jak jeziora, widywane przez głównych bohaterów, zmuszając jednocześnie do zadumy. Zastanowienia się nad życiem, i tym, co jest po drugiej stronie. Autorowi, jak zwykle zresztą, udało się połączyć doskonale prozę obyczajową z tym co nadnaturalne. Bo te dwa światy przenikają się w Tracę ciepło i dzięki temu myślę, że przypadnie większości do gustu. Obok Szczęśliwej ziemi, najlepsza powieść autora, nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Zdecydowanie polecam. 

Tytuł: Tracę ciepło
Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2007
Ilość stron: 492
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-08-05136-8



                                              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz