środa, 29 kwietnia 2015

Odłamki - Ismet Prcić (recenzja)

Ismet ucieka z ogarniętej wojną Bośni. W USA studiuje teatrologię i pisarstwo. Jednak Stany Zjednoczone nie są ziemią obiecaną. Ismet czuje się tutaj źle i obco. Cierpi na bezsenność, śniąc koszmary o wojnie i zabijaniu. Za namową lekarza kampusowego zaczyna pisać pamiętnik. Dziennik ma mu pomóc wyzdrowieć i ujrzeć swoje doświadczenia w szerszym kontekście.
Mustafa jest żołnierzem. Okrucieństwo i przemoc są jego chlebem powszednim. Co łączy go ze spokojnym i wrażliwym Ismetem i dlaczego losy obydwu mężczyzn splatają się coraz bardziej?

Proza Ismeta Prcicia to celne, trafne spostrzeżenia, zapadające w pamięć krótkie, jakby urywane zdania i ton, który ani trochę nie jest płaczliwy, mimo, że ludzie rzeczywiście okazali się “aż tak głupi”. I wojna wybuchła naprawdę.
Wszyscy mamy prawo do wolności i pokoju. Gdy wojna zabiera nam nawet to, jedyną bronią może być czarny humor, dystans ponad wszystko i przelanie na papier traumy, a także danie świadectwa i oddanie hołdu. Chociaż było się świadkiem strasznych wydarzeń, chociaż całe życie legło w gruzach, a w ciele pozostały odłamki, które mogą zabić. 

Często myślimy, że wojna nas nie dotyczy. To nie nasza wojna, mówimy. Odczuwamy strach, gdy tak blisko nas wybucha konflikt. Obserwujemy znad kotleta relacje telewizyjne, współczujemy, ale nie spędza nam to snu z powiek. Powszednieje. Gdzieś tam wojna jest codziennie. Najlepiej, żeby jej nie było, ale lepiej gdy jest daleko. Dla nas codzienność to nasze obowiązki, spotkania z przyjaciółmi, film w piątkowy wieczór. Wydaje nam się, że tak będzie już zawsze. Że ludzie nie będą “aż tak głupi”. I lepiej dla nas, żeby okazało się tak naprawdę.  

Nie lubię patosu w powieściach, nawet jeśli tematyka go usprawiedliwia. Odłamki są go pozbawione. Tę pełną emocji powieść należy wręcz przeczytać. I przeżyć. Bo dobitniej przemawia do nas tragedia jednostki, niż całych społeczności. Jedna fotografia, powieść, która porusza do głębi. I powoduje, że przez jakiś czas też nosimy w sobie odłamki. Ale też jesteśmy wdzięczni losowi, że nie poznaliśmy, i miejmy nadzieję nie poznamy okrucieństwa wojny. 

Odłamki to nie tylko powieść o wojnie. Książka jest poruszającą  autobiografią, przekrojem życia autora. Poznajemy dzieciństwo bohatera, a właściwie bohaterów, bo jest ich dwóch. Mnie ono skojarzyło się trochę z polskimi realiami poprzedniej epoki. Mieszkanie w bloku, dzieci z kluczami na szyi, fascynacja filmami oglądanymi na wideo i rycerzami Ninja. Beztroskie czasy, gdy nie myśli się o przyszłości a cały wolny czas pochłania dobra zabawa. Przechodzimy przez okres dojrzewania, poznajemy wojnę z jej okrucieństwem, by w końcu znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Ucieczka jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów. W obcym kraju, wśród nieznanych ludzi, z daleka od rodziny i znajomych, człowiek czuje się zagubiony. Pojawia się samotność i depresja. Tęsknota za bliskimi, wycieczkami na działkę, grami i zabawami. Popadamy w marazm i zniechęcenie. Jak przed tym się uchronić? Nie pozwolić, by izolacja i bolesne wspomnienia wyniszczyły nas od środka? 
Ismet Prcić zaczął pisać dziennik. Zebrał życiowe doświadczenia i stworzył jedną z najbardziej poruszających powieści ostatnich lat. Smutną, wzruszającą opowieść, którą powinien poznać każdy z nas.

Czułem, że coś się kończy, być może moje dzieciństwo lub też stare dobre czasy albo co tam zwykle się kończy, w każdym razie coś obcego, co przepowiadano od dawna, zaczęło wrzeć w całym kraju, także w moim mieście.
Wypełzało z włazów kanalizacyjnych i syczało w rurach. Spadało na ziemię rzęsistym deszczem. Nadciągało z wichrem burzy. Osiadało na duszach, umysłach, betonie. Szuraliśmy po tym na asfalcie i trawie. Rozkopywaliśmy to wokół w zwiędłych liściach i śmieciach. Wdychaliśmy to z kurzem i przełykaliśmy z jedzeniem. Zmywaliśmy z naszych włosów i ścieraliśmy wraz z obumarłym naskórkiem. Niczym freudowska zjawa wkradało się do naszych światów i pląsało w naszych snach. Było wszędzie, choć nie mogliśmy go zobaczyć, nie dostrzegaliśmy, czym było. Mogliśmy tylko wdychać jego ozonowy oddech i wyczuwać jego martwą ciszę przed burzą, przypisując to zmianie pór roku i obwiniając za to jesień, a potem zimę i wiosnę. Wojna zwiodła nas wszystkich, oczywiście z wyjątkiem mojej mamy. (s. 76)

Tytuł: Odłamki
Autor: Ismet Prcić
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data premiery: 18.03.2015
Ilość stron: 432
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Tłumaczenie: Jarosław Rybski
ISBN: 978-83-63248-66-6





piątek, 24 kwietnia 2015

Ciemność płonie - Jakub Ćwiek (recenzja)

Poznajcie Wybranych z katowickiego dworca. Literata, Tadeusza, Alberta, Natkę, Grześka i innych.
Oni widzą Ciemność. Ich życie to ciągły lęk, niepewność jak będzie wyglądać jutro. Mogą jedynie zachowywać ostrożność, mieć nadzieję, że Ciemność nie ustali nowych zasad, i będzie grać fair play. O ile ta zabawa w kotka i myszkę jest fair. Wybrani nie mogą prowadzić zwykłego życia, mieć rodziny, bo raczej trudno wyjaśnić bliskim, że musi się do końca życia nocować poza domem. Od teraz to katowicki dworzec jest jedynym bezpiecznym miejscem. Schronieniem na resztę życia, a ciepło zawsze będzie kojarzyć się z Ciemnością. 

Do zwykłej ciemności jesteśmy przyzwyczajeni, wystarczy błysk światła i już czujemy się pewniej. Ciemność prześladująca bohaterów jest inna. To mrok, ogień, płomienie, palący żar, skwierczenie i syk, płonące zjawy wpatrujące się ściętymi białkami oczu. Ciemność ma swój honor, o ile nie zabije cię do świtu, i przetrwasz, po poparzeniach nie zostanie wielki ślad. Będziesz przypominał co najwyżej zmęczonego człowieka, który trochę za bardzo zabalował. 

Są książki, które pisze się trudniej. Potrzeba głębszego researchu, przeniknięcia do środowiska. Obserwacji, uważnego słuchania. Pisarz jest oczami, uszami, świadkiem wydarzeń, czasem głosem sumienia. Musi zajrzeć nie tylko w głąb siebie, ale otworzyć się na innych. Spisać ich historie, często bolesne i dramatyczne. I właśnie z takich doświadczeń powstają najlepsze powieści. Ciemność płonie jest tego najlepszym przykładem. 
Podejrzewam, że gdyby Ćwiek przeszedł się parę razy po dworcu, nie próbował poznać świata tych ludzi, nie zadawał sobie pytań dlaczego tak, a nie inaczej potoczyło się ich życie, nie spędził kilku miesięcy z Wybranymi, nie doświadczył chociaż namiastki tego co ich spotyka, ta powieść nie miałaby prawa się udać. Ale udała się doskonale! 

Ciemność płonie to świetnie wykorzystany pomysł, historia, która porusza, dobrze nakreśleni, wyraziści bohaterowie i miejsce, które z jednej strony odrzucało, ale i przyciągało. Obskurne, ale i takie... polskie. Każdy kto był na katowickim dworcu z łatwością skojarzy konkretne lokalizacje. Dwa centra tanich książek w dolnym holu, Snack Bar, perfumerię... Zawsze inaczej patrzy się na miejsce, którego już nie ma, z pewną nutką nostalgii, a Ćwiek pisząc Ciemność płonie osiem lat temu nie zdawał sobie sprawy, że opisuje dworzec, który za parę lat zmieni się nie do poznania. 

Dodatkowo to wydanie zostało uzupełnione o Opowieści Dworcowe, czyli zbiór autentycznych historii, które zainspirowały autora do stworzenia powieści. Ciemność płonie to jak dla mnie, do tej pory, najlepsza powieść jaka wyszła spod pióra Jakuba Ćwieka. Sięgajcie śmiało. Polecam. 


Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Ciemność płonie
Wydawnictwo: SQN
Wydanie: II poprawione
Data wydania: 18.03.2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 320
ISBN: 978-83-7924-362-4

piątek, 17 kwietnia 2015

Światy Solarne Jana Maszczyszyna już w sprzedaży


Światy Solarne to powieść przenosząca nas w inną rzeczywistość, która spełnia wszelkie wymogi rzeczywistości steampunkowej.  Mamy więc technologię wziętą z XIX wieku, ale udoskonaloną tak, że parowe statki przemierzają kosmos. Mamy Układ Słoneczny, którego wszystkie planety są zamieszkane, a Ziemia jest w tym układzie światem zacofanym, peryferyjnym - prym wiodą Merkury, Mars i Wenus.

Na ten system napadają najeźdźcy z kosmosu, a przypomina to trochę steampunkową wersję "Wojny światów" Wellsa.
Przestrzeń kosmiczna wypełniona jest eterem, którym wyszkolony człowiek - czy może raczej humonoid rasy ludzkiej, może oddychać. Aborygeni z kontynentu Australion, czyli u nas Australii, potrafią się dzięki swojej magii teleportować. Humanoidzi mają różne ciekawe sposoby rozmnażania i czasu płodnego, które wprowadzają czytelnika w konsternację, dopóki się w trakcie lektury nie przestawi na wytwory rozbuchanej wyobraźni Maszczyszyna.
Bo przestawić się trzeba koniecznie - powieść jest zakręcona, przewrotna, łamie stereotypy - musimy się myśleć kategoriami innej fizykę, innej biologii. Nie każdemu taka powieść przypadnie do gustu - niewątpliwie jest jednak ciekawym głosem w rodzimym steampunku.

Jan Maszczyszyn to pisarz urodzony w 1960 roku w Bytomiu. W wieku 29 lat wyemigrował do Autralii, gdzie mieszka do dziś. Laureat pierwszego konkursu literackiego miesięcznika "Fantastyka" (obok Sapkowskiego i Huberatha). Kilka jego opowiada weszło do antologii: Spotkania w przestworzach, Pożeracz szarości, Sposób na wszechświat i Dira necessitas.
W 2013 opublikował zbiór opowiadań Testimonium.

Tytuł: Światy solarne
Autor: Jan Maszczyszyn
Wydawnictwo: Solaris
Data premiery: 15.04.2015
Ilość stron: 480

piątek, 10 kwietnia 2015

Umarli mają głos. Prawdziwe historie - Marek Krajewski, Jerzy Kawecki (zapowiedź)

Na tropie polskich morderców.

12 wstrząsających zbrodni.

12 historii mrożących krew w żyłach.

1 stół sekcyjny.

Wyjątkowy duet – pisarz bestsellerowych kryminałów i słynny patolog.

Poznaj krwawą historię współczesnej Polski – zbrodnie w afekcie i szczegółowo zaplanowane morderstwa, seksualne dewiacje i rytualne mordy. Obgryziona do połowy ręka. Ciemnożółta masa wylewająca się z worka na zwłoki. Larwy ścierwicy i fetor rozkładającego się ciała.

Tak prowadzi się śledztwo w zimnym świetle prosektorium. 

Marek Krajewski – autor bestsellerowych powieści kryminalnych o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim.

Jerzy Kawecki – starszy wykładowca w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, biegły sądowy z wieloletnim doświadczeniem zawodowym.

Tytuł: Umarli mają głos. Prawdziwe historie
Autor: Marek Krajewski, Jerzy Kawecki
Wydawnictwo: Znak
Oprawa: miękka
Data wydania: 13.05.2015
Liczba stron: 304

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Kompleks Boga - Piotr Rozmus (recenzja)

Piotr Rozmus swoją debiutancką powieścią wywołał niemałe zamieszanie. O Bestii było głośno i chyba nikomu interesującemu się thrillerem czy grozą tytuł ten nie umknął uwagi. Kolejna powieść Kompleks Boga miała niedawno swoją premierę i z opisu od razu wydała mi się bardzo interesująca. Czy jednak obietnica mocnej, dobrej lektury została zrealizowana i nowe dziecko Piotra Rozmusa zaliczyć można do udanych? 

Krystian, Ewa, Natalia i Wojtek pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Pochodzą z różnych światów. Dobrze prosperujący biznesmen, psycholożka wykładająca na szczecińskiej uczelni, młoda studentka i były kryminalista, który zerwawszy z przeszłością, wraz z żoną i córką próbuje normalnie żyć. Jak się okazuje coś jednak ich łączy. Prawie zapomniane wydarzenie z przeszłości i grzechy, o których wydawałoby się nikt nie wiedział. Kiedy bohaterowie budzą się w piwnicy, uwięzieni w metalowych klatkach, widząc tylko stół pełen ostrych narzędzi i zwisający z sufitu hak, wydaje się, że to już koniec.

Kompleks Boga zabiera nas w podróż w głąb obłąkanej psychiki szaleńca i ukazuje świat, którego nigdy nie dane nam będzie poznać poza kartami książki (czego wszystkim życzę). Dominuje w nim zło, a rządy sprawują ludzkie namiętności i przemoc. Kompleks pełen jest, charakterystycznego dla thrillerów napięcia, ale często czułem się jakbym czytał dobrą powieść grozy. Autor stworzył niesamowity klimat, czuć dominującą atmosferę szaleństwa i niepewności o los bohaterów. Ludzi wyrwanych z codziennego, zwykłego życia i ciśniętych w sam środek koszmaru zgotowanego przez pozbawionego skrupułów psychopatę. Człowieka znającego ich najgłębsze sekrety, mającego wobec całej czwórki chory plan. 

Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się być połączeniem pomysłów z filmów Piła i Siedem. Bohaterowie budzący się w nieznanym pomieszczeniu, narzędzia na stole, morderca karzący za grzechy, cierpiący na Kompleks Boga, czyli stan umysłu, w którym osoba uważa, że posiada nadprzyrodzone uprawnienia lub podobne do Boga nieograniczone możliwości. Jednak to tylko pozory. W rzeczywistości motywy znane z tych produkcji są tylko wyjściowym punktem dla całkowicie nowej opowieści, która zaskoczy nawet najbardziej zapalonych fanów serii Piła i filmu Davida Finchera. 

W czasie lektury wiele razy nasuwa się pytanie. Czy ktoś, komu wydaje się, że wykonuje polecenia Boga sam może wymierzać sprawiedliwość? Wiadomo, na tym świecie jej nie ma. Dzieje się wiele zła, a ludzka znieczulica i zawodzący czasem system sprawiają, że często winni nie zostają ukarani. Czy jednak taki stan rzeczy daje komukolwiek prawo do działania na własną rękę? Decydowania kto jest winien, a kto nie? Niestety w realnym świecie czasem znajdą się ludzie wmawiający sobie, że wykonują Boży plan, niektórzy z nich w to głęboko wierzą. A stąd już tylko krok do fundamentalizmu religijnego, fanatyzmu lub jak w wypadku opisanym w powieści, zwykłego szaleństwa. 

Kompleks Boga to pasjonujący thriller, przemyślany, dobrze napisany, z wprawnie poprowadzoną intrygą, dobrze zarysowanymi bohaterami, galopującą akcją i, co najważniejsze, trzymający w napięciu do ostatniej strony. Przyznam, że dawno nie czytałem tak wciągającej powieści, od której nie mógłbym się oderwać (a książka ma czterysta stron) i na lekturze spędzał każdą wolną chwilę. Nie żałuję sięgnięcia po powieść i z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Piotra Rozmusa.

Tytuł: Kompleks Boga
Autor: Piotr Rozmus
Wydawnictwo: Videograf
Data premiery: 04.03.2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 400
ISBN: 978-83-7835-372-0

czwartek, 2 kwietnia 2015

Nowości Korporacji Ha!art

Znów w drodze. Dziennikarz przemierza mizerny, rozpadający się „krajobraz kulturowy”, jednak tym razem Ziemowit Szczerek nie pisze o Ukrainie, a o Polsce – choć tak naprawdę pisze o niej zawsze. W Siódemce poddaje wiwisekcji „Polskę najpolstszą”, samo jej serce, gdzie biją źródła wszystkich jej bolączek i frustracji, matecznik polskiego marazmu, bylejakości i magmy, rdzeń pełen szyldozy i płotów odlanych z betonu, gdzie winy za chaos i syf nie można zrzucić na nikogo prócz nas samych. Opisuje Polskę leżącą przy drodze krajowej numer 7.

Jak opisać tę niezwykłą krainę? Pytanie trudne. Niewielu dotychczas próbowało. Siódemka tylko pozornie kpi z prowincji, prowincji leżącej w centrum naszego kraju. To dużo więcej niż żarty napędzane poszerzającymi świadomość wiedźmińskimi eliksirami (tak, tak – nie mogło zabraknąć także wiedźmina). To brutalna, szczera do bólu próba opisu tego, co swojskie, a zarazem bardzo tajemnicze i dotąd niezbadane. Siódemka stanowi podróż przez polskie jądro ciemności, przez kompleksy i fantazje narodowe, przez wieki historii – wędrówkę pełną groteski i przegięcia, napędzaną alkoholem i narkotykami (to wciąż #gonzo!), ale to przecież jedyny sposób na opisanie bezforemnej polskiej formy.


Ziemowit Szczerek – dziennikarz, współpracuje z „Polityką”, „Ha!artem” i „Nową Europą Wschodnią”, autor książek pt. Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian (Korporacja Ha!art), Rzeczpospolita Zwycięska (Znak), współautor zbioru opowiadań Paczka radomskich. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Lampie”, „Studium”, „Opowiadaniach” i E-splocie. Pisze doktorat z politologii, zajmuje się wschodem Europy i dziwactwami geopolitycznymi, historycznymi i kulturowymi. Jeździ po dziwnych miejscach i o tym pisze. Laureat Paszportu „Polityki” 2013 za książkę Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian, książka nominowana była również w 2014 roku do nagród Nike i Angelus.



Bękarty to antologia na którą składa się pięć opowiadań autorstwa Macieja Bobuli, Adama Miklasza, Katarzyny Gondek, Aleksandra Przybylskiego i Michała Zantmana. Bohaterem zbiorowym książki jest miasto i jego mieszkańcy, których poznajemy przez pryzmat opowieści szeptanych w kolejkach, tramwajach i przy narożnych stolikach osiedlowych knajp. Twórcy tomu na różne sposoby podejmują temat legendy miejskiej. Dla jednych staje się on pretekstem do snucia fantastycznych, środowiskowych historii, dla innych do podejmowania melancholijnych narracji osadzonych w quasi-mitycznej przeszłości, a dla jeszcze innych stanowi zachętę do meta-literackiej wypowiedzi na temat twórczego potencjału opowieści. Czytelnik spotyka postaci zarówno z wielkomiejskich, grodzonych blokowisk, jak i prowincjonalnych miasteczek, a wątki – jak przystało na legendy – migrują pomiędzy tekstami i rozwijają się.

• • •

Spis treści:

Michał Zantman Petycja
Aleksander Przybylski Kontrbasistka
Maciej Bobula Dunkelheit
Adam Miklasz Skarb fabrykanta
Katarzyna Gondek Klęska urodzaju

• • •

Przy powstawaniu antologii współpracowali: Jerzy Franczak, Sławomir Shuty i Ziemowit Szczerek.





Martwy sezon to powieść graficzna oparta na motywach utworów literackich Brunona Schulza – zarówno opowiadań ze zbiorów Sklepy cynamonowe oraz Sanatorium pod klepsydrą, jak i rozproszonych esejów, a także fragmentów prozy.

Miejscem akcji jest opuszczone przez mieszkańców miasto, opanowane przez rojowiska owadów, które występują tu „w zastępstwie” ludzkich bohaterów. Inspiracją dla tego pomysłu jest opowiadanie Karakony, w którym ojciec narratora – niczym postać w kafkowskiej Przemianie – ulega powolnej metamorfozie, przeistaczając się w karalucha. Punkt widzenia owada stanowi ponadto fabularne uzasadnienie specyficznego rodzaju percepcji rzeczywistości, obecnego w prozie Schulza, który – jak pisała Zofia Nałkowska – „naświetla i przegląda rzeczywistość jakby na wylot, ukazuje ją zdeformowaną i prawdziwą, jak tkankę pod mikroskopem – prawdziwością spotęgowaną i groźną”.

W toku narracji jakikolwiek ludzki lub „człekokształtny” bohater pozostaje nieobecny, zaś sama opowieść stanowi – powiązaną na zasadzie analogii i wspólnych motywów – gęstą tkankę epizodów osnutych wokół „bohaterów trzeciego planu” (przedmiotów, roślin oraz insektów) oraz innych elementów pochodzących z naszej rzeczywistości (takich jak przemiany krajobrazu lub zjawiska atmosferyczne), choć oglądanych przez wyolbrzymiającą soczewkę. W tym ujęciu Schulz jest nie tyle surrealistą, co raczej „hiperrealistą”, penetrującym – według słów Witkacego – „niezgłębioną dziwność codzienności”. Pole dla narracyjnych eksperymentów stwarza zderzenie szybkiego „czasu akcji” i spowolnionego „czasu procesów”: z jednej strony, udziałem czytelnika staje się błyskawiczna, kilkudniowa wymiana „pokoleniowa” w świecie owadów, z drugiej – obserwujemy powolny rozkład architektonicznych pozostałości ludzkiej cywilizacji. Zamiast jednej „wielkiej narracji” historia rozwarstwia się na wiele pulsujących mikrofabuł, oscylujących wokół kwestii upływu czasu i związanych z nim procesów destrukcji oraz dekonstrukcji wytworów przyrody i ludzkich artefaktów, poddanych działaniu naturalnych żywiołów.

Z warstwą narracyjną koresponduje forma opowieści – literackie, barokowe w swej formie cytaty skonfrontowane zostają z tu serią wyrazistych obrazów, nieraz balansujących na granicy abstrakcji, a dodatkowych znaczeń nadaje całości ograniczona kolorystyka rysunków, zawężona do czerni, bieli i oranżu. Wszechobecny na początku „jesienny” kolor pomarańczowy ustępuje czerni, którą ostatecznie przykrywa biel śniegu.




Fan fiction – różnorodne formy wykorzystywania postaci czy światów wykreowanych przez utwory kultury masowej – jest od lat ulubionym przez odbiorców sposobem uczestniczenia w popkulturze. Mowa o całej galaktyce opowiadań, nowych wersji, dopisanych rozdziałów, wymyślonych romansów, którymi obrasta każda popularna seria powieści, filmów czy anime. Takie przekształcanie wymaga empatii, świetnej znajomości oryginału, często też słuchu literackiego, a potrafi zarazem jednoczyć miłośników i ostro ich dzielić. Autorka analizuje liczne podgatunki takiej twórczości (slash fiction, crossover fiction, gap filler), wprowadza w żargon (Mary Sue, fanon, genderswap, pairing) i dostrzega, że obdarowywanie innych remiksami czy alternatywnymi zakończeniami to wykroczenie przeciw zasadom konsumpcji, to oddolna, autentyczna forma wypowiedzi, czyniąca z odbiorcy twórcę, niejako potwierdzenie słusznej intuicji magazynu Time, który w 2006 jako człowieka roku wybrał każdego z anonimowych autorów – Ciebie.
Książka dla każdego, kto widział kiedyś yuri albo yaoi. Albo chociaż fluff.

• • •

„Konsument połyka–odbiera, fan przeżuwa–doświadcza–remiksuje. […] A ponieważ z lekką tylko przesadą można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy/będziemy fanami, publikacja jest próbą zmierzenia się z tym ważnym wymiarem współczesności.”
– z rozdziału końcowego


Lidia Gąsowska – absolwentka Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa, literatury i kultury popularnej XX wieku. Interesuje się nowymi sposobami uczestnictwa w kulturze, fantastyką oraz metodyką nauczania języka polskiego. Autorka artykułów w czasopismach i tomach zbiorowych, współredaktorka książek Mody w literaturze i kulturze popularnej (2011) oraz Tropy literatury i kultury popularnej (2014).

środa, 1 kwietnia 2015

Papierowy chłopiec - Kristina Ohlsson (zapowiedź)

Stara żydowska legenda opowiada o Papierowym Chłopcu, który przychodzi nocą i porywa dzieci. Dziś już prawie nikt nie pamięta tej legendy…
Pewnego dnia w Sztokholmie przed wejściem do szkoły należącej do gminy żydowskiej od kuli wystrzelonej przez nieznanego sprawcę ginie nauczycielka. Umiera na oczach dzieci i ich rodziców. Dwie godziny później w drodze na zajęcia sportowe zaginęło dwóch chłopców z tej samej szkoły.
Fredrika Bergman i Alex Recht muszą stawić czoło jednemu z największych wyzwań w czasie swojej dotychczasowej pracy w policji. Muszą ruszyć w pościg za przestępcą, który jest równie groźny, co skuteczny. Wszystkie ślady prowadzą do Izraela.
Eden Lundell, która pracuje w szwedzkiej policji bezpieczeństwa, staje wobec innego wyzwania: musi zmierzyć się ze swoją własną przeszłością, gdy w jej życiu pojawia się nagle Efraim Kiel. Wkrótce potem na jaw wychodzi dobrze strzeżona tajemnica.
W każdej z tych spraw pojawia się postać Papierowego Chłopca. Kim jest naprawdę? Czyżby szukał nowych ofiar?

Kristina Ohlsson urodziła się w 1979 roku w Kristianstad. W 2009 roku ukazała się jej pierwsza książka pt. Niechciane, która od razu przyniosła jej sukces zarówno w Szwecji, jak i za granicą. Kolejna książka – Odwet – otrzymała nagrodę Stabilopriset i w 2010 roku była nominowana w Szwecji do książki roku w kategorii powieść kryminalna, podobnie jak jej kolejna powieść Na skraju ciszy. W 2012 roku jeden z największych dzienników szwedzkich, „Expressen”, uznał Kristinę Ohlsson za najlepszą skandynawską autorkę powieści kryminalnych. Papierowy Chłopiec to piąta część serii, w której głównymi bohaterami są Fredrika Bergman i jej koledzy z ekipy śledczej.

Fragment książki:

Kobieta, która jeszcze nie wie, że za rogiem czai się piekło, idzie zdecydowanym krokiem po chodniku. Z ciemnego nieba sypie się śnieg, który pokrywa jej ramiona i głowę zmarzniętą warstwą przypominającą anielskie włosy. Kobieta niesie futerał na skrzypce. To był długi dzień, spieszy jej się do domu i do rodziny. Do dzieci, które już śpią, i męża, który czeka na nią z pizzą i winem.
Jest prawie całkiem spokojna. Dramat, który trwał od dłuższego czasu, chyba się wreszcie skończył. Dopiero teraz czuje, jaki to był dla niej ciężar. To, że jest już po wszystkim, wiele zmieni w jej życiu.
Robi coraz dłuższe kroki, im bardziej zbliża się do domu, tym szybciej idzie. Dopiero tam w pełni się uspokoi. Wróci do siebie. Nabierze sił.
Coraz bardziej tęskni, coraz szybciej idzie.
Nagle słyszy dźwięk, który przerywa ciszę i uderza w nią z siłą potężnego młota.
Głośne syreny i blask migoczących, niebieskich świateł.
Są coraz bliżej i coraz wyraźniej je słychać.
Od razu wie, w którą stronę się kierują.
Do jej domu.
Biegnie jak najszybciej, jakby chodziło o jej życie. Wie, że tam, dokąd zmierza, czeka na nią śmierć.

Tytuł: Papierowy chłopiec
Autor: Kristina Ohlsson
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 592
Data premiery: 09.04.2015