czwartek, 25 czerwca 2015

Miasteczko - Robert Cichowlas, Łukasz Radecki (recenzja)

Łukasz Radecki i Robert Cichowlas po dobrze przyjętym, obejmującym trzy nowele Pradawnym źle, napisali tym razem powieść rozgrywającą się na mazurskiej wsi, dokładnie w Morwanach. Więc niech nie zmyli was nazwa Miasteczko. Przyciągającą oko grafikę stworzył Darek Kocurek, a ja, by nie zanudzić was przydługim wstępem zapraszam do recenzji Miasteczka.

Uznany autor romansów Marcin Lanowicz przechodzi kryzys twórczy. Nieubłaganie zbliża się czas oddania zamówionej powieści do wydawcy, tymczasem pisarz nie jest nawet w połowie. Niespodziewanie otrzymuje ofertę spędzenia urlopu w malowniczej mazurskiej wsi. Nie zastanawia się długo i wraz z żoną udają się na zasłużone wakacje. Może na Marcina Lanowicza spłynie wena? 

Początkowo położone nad jeziorem Morwany wydają się oazą ciszy i spokoju. Idealnym miejscem by w tych pięknych okolicznościach przyrody podgonić z pisaniem. Szybko okazuje się jednak, że z miasteczkiem, jak mieszkańcy nazywają Morwany, jest coś nie tak. Wszyscy wydają się zmęczeni i chorzy, brukowane ulice i stare kamienice wyrastają w środku lasu a między drzewami przemykają dziwne jasnowłose kobiety. Gdy okazuje się, że wsi nie ma na żadnej mapie rozpoczyna się koszmar pisarza i jego żony. Po drodze napatoczy się jeszcze pewien prywatny detektyw, ale to  już inna historia...

Łukasz Radecki i Robert Cichowlas stworzyli dobrą powieść. Mocny horror, pełen tajemnicy, niesamowitości i erotyki. Miasteczko budzi ciekawość, później niepokój i strach. Otwiera wrota do dawno zapomnianych bytów, których bali się nasi przodkowie. Zaprasza na spotkanie z nieznanym, na upiorną podróż w krainę rodem z sennych koszmarów. Autorzy udowadniają, że da się napisać dobrą powieść grozy bez wyświechtanych motywów i schematów tak często używanych w powieściach grozy. Nie będzie nawiedzonego zamku, opętania, wampirów i wilkołaków. Nie będzie odgrzewanego kotleta. Tym razem zaserwowano nam zupełnie inne danie.

Największym bowiem plusem powieści jest wykorzystanie motywów, po które niestety polscy pisarze nie sięgają często. Bowiem siłą napędową Miasteczka są demony i bóstwa mitologii słowiańskiej. Dlaczego inspirować się i wykorzystywać starodawne wierzenia Greków, Rzymian czy Skandynawów, gdy sami mamy nie mniej ciekawy repertuar mitów, opowieści i różnego rodzaju stworów je zamieszkujących? Wiedźmin pokazał, że można. A groza jak mało który gatunek nadaje się do tego znakomicie. Spółka pisarska Radecki i Cichowlas udowodniła, że nasze rodzime korzenie kryją potencjał na wiele pasjonujących historii, i mam nadzieję, przetarli trochę szlaki kolejnym twórcom grozy.

Miasteczko czyta się przyjemnie, jeśli można użyć tego określenia w stosunku do tego typu literatury. Fabuła jest spójna, historia opowiedziana przez autorów zajmująca i ciekawa. I co najważniejsze, dużo się dzieje. Więc nie bójcie się, nie zostaniecie zasypani opisami starosłowiańskich bóstw i obrzędów. To nie opracowanie naukowe. Od tego jest Gieysztor, Strzelczyk czy Białczyński. Panowie Cichowlas i Radecki podeszli do tematu od czysto rozrywkowej i horrorowej strony. Czyli przypadającej do gustu zwykłym czytelnikom. Bo dobry horror ma wywołać emocje, trochę nastraszyć, ale przede wszystkim powinniśmy się dobrze bawić, by czasu spędzonego na lekturze nie uznać za stracony. Tego spędzonego przy Miasteczku nie żałuję. Ciekaw też jestem kolejnej powieści tego duetu, a Miasteczko polecam wszystkim fanom gatunku.

Tytuł: Miasteczko
Autorzy: Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2015
Okładka: Darek Kocurek
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-7835-388-1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz