sobota, 19 września 2015

Któż jak nie Bóg? - Jennifer Fulwiler (recenzja)

Jennifer Fulwiler amerykańska katolicka autorka, dziennikarka radiowa oraz internetowa i blogerka poświęciła na napisanie tej autobiograficznej powieści sześć lat. Opisała w niej wyboistą drogę jaką przeszła od zdeklarowanej ateistki do gorliwej katoliczki. Książka stała się bestsellerem i weszła do pierwszej dwudziestki na Amazon.com w kategorii wspomnienia. Niedawno dzięki wydawnictwu Fronda ukazała się po polsku i my również możemy przeczytać tę powieść o nawróceniu i poszukiwaniu szczęścia.

Jenny poznajemy jako nastolatkę na obozie letnim. Odmawia wtedy przyjęcia Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela. Po raz pierwszy określa się mianem ateistki. Jakiś czas później podczas wycieczki z ojcem nad potok znajduje skamielinę, od tej pory zdaje sobie sprawę z kruchości życia, i prześladuję ją nie dająca się zagłuszyć myśl o ludzkiej śmiertelności i przemijaniu. Nie skłoni to jednak Jenny do zmiany swojego życia, wręcz przeciwnie, będzie uciekać w przyjemności, żeby wyprzeć nieprzyjemną świadomość. Wybiera więc pogoń za ulotnymi chwilami szczęścia. Dopiero po latach gdy jest już żoną i matką dzięki pierwszej przeczytanej książce o chrześcijaństwie W sprawie Jezusa. Dziennikarskie śledztwo - dowody na istnienie Jezusa zaczyna zastanawiać się o co chodzi w religii. Jak to się dzieje, że ma tylu wyznawców, i to wśród ludzi nauki, racjonalnie myślących. Jej mąż Joe co prawda jest wierzący, ale niepraktykujący. Rzadko rozmawiają na temat religii, ale dla Jenny i tak rozpoczyna się droga ku nawróceniu i znalezieniu odpowiedzi na pytanie o sens życia. 

Myślę, że Któż jak nie Bóg? przyniesie wielu osobom pocieszenie. Będzie drogowskazem, bo tak naprawdę często mamy problem z nauką Kościoła. Chcemy rzeczy niepasujące nam odrzucać, niektóre przyjąć, ale i to pod pewnymi warunkami. Właściwie nie chcemy dopuszczać Boga do naszego życia, przeznaczamy dla Niego niecałą godzinę w niedzielę i lepiej, żeby nic więcej od nas nie żądał. Mamy ochotę sami kierować swoim życiem, poukładać wszystko tak żeby nam było wygodnie. A Boga kojarzymy bardziej z zakazami, niesieniem krzyża i cierpieniem. Robimy więc wszystko by nie był najważniejszy w naszym życiu uciekając w przyjemności, które dają chwilowe poczucie szczęścia. A że tak naprawdę szczęściem nie są, to stawiamy sobie coraz inne cele, będę szczęśliwy jak będę miał to czy tamto. Kiedy już to osiągamy okazuje się, że jeszcze czegoś brakuje. Dopóki nie zdamy sobie sprawy, że Bóg jest źródłem szczęścia przytłacza nas pustka. Możemy tak stracić wiele czasu, zanim zrozumiemy od czego powinniśmy zacząć. U Jenny Fulwiler proces wychodzenia z ateizmu jest stopniowy, zmiana nie następuje szybko, ale dzięki uporowi, wytrwałości i dociekliwości Jenny odnajduje Boga. Zadaje sobie wiele ważnych pytań (o sens cierpienia, dlaczego wydaje się, że Bóg wysłuchuje prośby jednych, a innych nie?). I znajduje na te pytania odpowiedzi czy to w lekturze tekstów teologicznych C. S. Lewisa, Augustyna z Hippony, Piśmie Świętym, Katechizmie Kościoła Katolickiego, encyklikach papieskich, żywotach świętych lub w życiu innych ludzi i codziennych wydarzeniach. 

Czytając Któż jak nie Bóg? doszłam do wniosku, że Jenny Fulwiler miała przejść taką drogę, inaczej ta książka by nie powstała. Jenny szuka sensu egzystencji i nawet gdy wiemy, że jej się uda to kartki same się przewracają, chcemy wiedzieć jak do tego dojdzie, jakie wydarzenie, czy myśl spowoduje przełom i zmianę życia. Cieszę się, że powieść ukazała się na polskim rynku, bo to poruszająca, mądra opowieść, niebanalna historia z której bije  autentyzm. Warto się w nią zagłębić i razem z Jennifer przebyć drogę ku nawróceniu. Oczywiście będziemy musieli włożyć w to wiele wysiłku, ale na pewno będzie warto. 

Tytuł: Któż jak nie Bóg?
Autor: Jennifer Fulwiler
Przekład: Maria Jaszczurowska
Wydawca: Wydawnictwo Fronda
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data premiery: 28.07.2015
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-64095-92-4

Na zachętę fragment książki. Czyta Anna Świątczak.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz