wtorek, 20 października 2015

Samotność - Hubert Klimko-Dobrzaniecki (recenzja)

Monolog o samotności

Po rewelacyjnym Preparatorze trudno było odmówić sobie kolejnych powieści Huberta Klimko-Dobrzanieckiego (po drodze udało mi się zaopatrzyć w kilka innych książek autora - Grecy umierają w domu, Pornogarmażerkę, dyptyk Dom Róży. Krysuvik, za który autor nominowany był w 2007 roku do Nagrody Literackiej NIKE oraz Kołysankę dla wisielca nominowaną do Paszportów Polityki). Wydana w październiku tego roku Samotność ukazała się jako drugi tom środkowoeuropejskiej serii wydawniczej K4. Co roku grupa wydawców z Polski, Czech, Słowacji i Węgier wybiera nieopublikowaną jeszcze książkę znanego autora z jednego z czterech krajów Grupy Wyszehradzkiej, która ukazuje się jednocześnie w oryginale i w przekładach na trzy pozostałe języki. Samotność wydały kolejno: Noir Sur Blanc, Větrné mlýny (Czechy), Kalligram (Słowacja) oraz Terra Recognita (Węgry). Projekt powstał z inicjatywy czeskiego wydawcy Petra Minaříka (Větrné mlýny). Jako pierwszy został wydany słowacki prozaik Pavel Vilikovský.

“Samotność to taka straszna trwoga” - śpiewał kiedyś Ryszard Riedel z zespołem Dżem. Ale są tacy dla których taki stan jest do zniesienia, a nawet jest pożądany, poszukiwany, jedyny normalny dla człowieka w tych czasach. Są takie osoby jak Bruno Stressmeyer, uciekające przed światem i otaczającymi ich ludźmi, wszystkimi, bo nie tolerują nikogo, bo są jedynymi normalnymi ludźmi, którzy muszą znosić to zidiociałe społeczeństwo. Więc wszystkich obdarzają swoją niechęcią, nawet psy, bo robią kupy i śmierdzi im z pyska. Podobnie sąsiadów, członków rodziny, nawet przechodniów mijanych na ulicy. Z innymi rozmawiają tylko gdy jest taka potrzeba bądź nie mają wyjścia. Wtedy zaszczycą odpowiedzią, najlepiej krótką, zwięzłą, wypowiedzą to swoje “tak” lub “nie”. Dając do zrozumienia, że nie chcą być zaczepiani, bo inni ludzie zajmują tylko czas, a nic z tego nie wynika. Więc unikają przebywania z ludźmi, gdy tylko nie muszą, a nuż tamtym zebrałoby się na wynurzenia, albo takie niepotrzebne zresztą bycie świadkiem rozmowy to już w ogóle zgroza. 

Taki jest Bruno Stressmeyer, bohater najnowszej powieści Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Bruno jest bogatym, znudzonym Austriakiem. Odziedziczył po rodzicach kamienicę, żyje z wynajmu, więc nie musi pracować. Każdy kolejny dzień schodzi mu na stałych rytuałach - jedzenie, odwiedzanie ulubionych miejsc, dbanie o kondycję fizyczną, narzekanie na cały świat i oczywiście pielęgnowanie tytułowej samotności. Bruna irytują ludzie, którzy zabierają mu czas, chociaż akurat czasu ma w nadmiarze. Rozgadany lekarz (podkreślający jak to Bruno jest “kompletnie zdrowy”, a Bruno wręcz pragnie choroby, chciałby być “kompletnie chory”, chciałby to usłyszeć, bo wtedy byłaby przy nim i samotność i choroba) nadskakujące w sklepie odzieżowym sprzedawczynie. Chociaż to akurat nie problem. Jest przecież Amazon, będący błogosławieństwem dla ludzi takich jak Bruno. Wyszukujesz potrzebną rzecz, zaznaczasz rozmiar, kolor, fason i płacisz. Teraz już tylko pozostaje czekać na kuriera, który zostawi przesyłkę w recepcji domu. Bruno nie musi czekać. Może udać się na spacer, popatrzeć na psy załatwiające swoje potrzeby na ścieżkach rowerowych, grillujących nad jeziorem jugoludzi (jugogrillersów), czy facetów z wysokich traw, chociaż to nie jest najprzyjemniejszy widok. 

Wydaje się, że podobnie myślących ludzi jak Bruno jest całkiem sporo, a samotność jest niestety smutną diagnozą społeczeństwa. Coraz bardziej izolujemy się od innych, jesteśmy niby tolerancyjni (bo multi-kulti jest modne, związki partnerskie są na czasie i nie wypada inaczej) i niby otwarci na innych (pozwolimy im pracować na nasze emerytury), ale jak tylko się da postawimy parawany, mury, zajmiemy tyle miejsca ile chcemy, reszta nie ma nic do gadania, byliśmy pierwsi i nam się wszystko należy. Gdyby tylko Bruno wyszedł ze swoimi poglądami do ludzi, zyskałby sporo wrogów, zostawia więc wszystko dla siebie tym samym pogłębiając izolację. 

Powieść Huberta Klimko-Dobrzanieckiego to monolog o samotności. Autor pokazuje w nim problem bogatych społeczeństw, ale nie tylko, to jeden z wyznaczników naszych czasów. Może w przypadku większości, niepowodzenia choćby w jednej sferze skutkują tym, że zamykamy się na innych. Przecież powinniśmy odnosić sukcesy, a jeśli ich nie ma, to my jesteśmy winni, wmawia się nam, że wszystko zależy od nas. 

U Bruna jest inaczej, bo nie ma przecież powodu by wstydzić się. Czy coś mu nie wyszło? Jest przecież niezależny, wolny, nie ma powodu do zmartwień, bo o nikogo się nie troszczy. I nikt o niego również. Bruno nie wyszło tylko jedno - życie. Dlatego pielęgnuje samotność, dba i zabiega o to, by trwać w niej niewzruszony. By wszystko było pod kontrolą, każdy dzień, każda chwila jej oddana. Dla Bruna samotność jest wszystkim, jest celem i sensem życia. Smutne to jest, ale nie ma nic oprócz niej. To stan, który świadomie wybrał i się w nim zatracił. Opamiętanie nie zawsze przychodzi w porę... I nie przyszło. 

Samotność to powieść warta uwagi, świetnie napisana, stylem jak to u Dobrzanieckiego przesyconym ironią, sarkazmem, ciekawymi spostrzeżeniami. I co najważniejsze mimo, że niby niewiele się dzieje poruszająca ważny temat. Z pewnością zostawia po sobie ślad, tak jak poprzednie książki autora. 

Tytuł: Samotność
Autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Data premiery: październik 2015
Liczba stron: 160
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-7392-553-3

Huberta Klimko-Dobrzanieckiego będzie można spotkać na 19. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie, w sobotę (24 października) o godz. 12:00 na stoisku Noir Sur Blanc i Wydawnictwa Literackiego D15. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz